Motoryzacja Napływ do Polski używanych samochodów z Europy Zachodniej to zyski dla ubezpieczycieli, sprzedawców części i warsztatów

Koniunktura napędzana importem

ADAM MACIEJEWSKI

Ponad 1 mld zł wpłynie w najbliższym roku do polskich firm ubezpieczeniowych dzięki obowiązkowym polisom dla sprowadzanych masowo z krajów Unii Europejskiej samochodów używanych. Sprzedawcy części zamiennych mogą zwiększyć obroty o 100 mln zł. Pracy przybędzie też warsztatom samochodowym.

Z napływu starych samochodów z Europy Zachodniej cieszą się na razie ich nowi właściciele i lokalne władze, pobierające opłaty za rejestracje. Na nowych klientów czekają już sprzedawcy części i właściciele warsztatów. Za szkodliwy uznają go sprzedawcy nowych pojazdów, nieprzychylnie oceniają też osoby analizujące stan bezpieczeństwa na drogach.

Oferta dla niezamożnych

- Procesy zachodzące w naszym kraju będą analogiczne jak w przypadku Hiszpanii czy Portugalii. Po ich wejściu do UE nastąpił szybki wzrost liczby 2 - 5-letnich samochodów pochodzących z prywatnego importu. W najbliższych 10 latach liczba aut osobowych w Polsce powinna się podwoić - uważa Robert Kierzek, wiceprezes InterCars, największej hurtowni części motoryzacyjnych w Polsce.

- Zakupy aut o wartości kilkuset euro nie mają żadnego wpływu na zmniejszenie sprzedaży samochodów w cenach ok. 10 tys. euro. Osoby, których możliwości finansowe sięgają kilku tysięcy złotych, nie będą klientami salonów sprzedających nowe samochody - twierdzi prezes Kierzek.

Zwraca uwagę, że zaporowy podatek akcyzowy blokuje import samochodów kilkuletnich, na takie auta zaś zapotrzebowanie jest największe i będzie wzrastać. Przyznając, że stare auta nie są bezpieczne, zwraca jednocześnie uwagę, że około 20 proc. z 11 mln jeżdżących po naszych drogach to wiekowe pojazdy wschodnioeuropejskie i polskie. - Nie jest istotne czy samochód ma 5 czy 10 lat. Ważne, aby był sprawny i nie zanieczyszczał środowiska. Zamiast wymyślać przeszkody w imporcie, wystarczy rygorystycznie sprawdzać stan techniczny pojazdów - twierdzi wiceprezes InterCars.

Praca dla mechaników...

Robert Kierzek uważa, że więcej zachodnich aut na polskich drogach to dobra wiadomość dla gospodarki. - Naprawa volkswagena czy opla z lat 90. wymaga dobrze wyposażonego warsztatu. Samochodów przybywa, więc mechanicy nie muszą się martwić o brak pracy - twierdzi.

Jak mówi Antoni Dąbrowski, prezes Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych, dotychczas zainteresowanie tłumikami, amortyzatorami czy klockami hamulcowymi nie rośnie. Jest on przekonany, że zmieni się to w I kwartale 2005 r. - Auta sprowadzane z Zachodu są sprawne, ale wystarczy kilka miesięcy na polskich drogach, aby zaczęły się psuć - uważa. Także Krzysztof Paulus, prezes Zakładów Akumulatorowych ZAP w Piastowie, ma nadzieję, że przymrozki pokażą prawdziwą wartość sprowadzonych samochodów.

Zakładając, że w każdym z nich konieczna będzie wymiana tłumika, akumulatora lub klocków hamulcowych, a każda z tych części kosztować będzie 200 zł, w skali najbliższego półrocza wydatki na usprawnienie 500 tys. sprowadzonych aut można szacować co najmniej na 100 mln zł. Drugie tyle trzeba zapłacić za robociznę. Każde zarejestrowane auto musi mieć polisę OC, która w przypadku pojazdów z silnikiem o pojemności 1,5 litra kosztuje średnio 2 tys. zł, jeśli klient nie korzysta ze zniżek i wpłat ratalnych. W ciągu roku firmy ubezpieczeniowe otrzymają więc ponad 1 mld zł.

... i policjantów

- Przed trzema tygodniami wracałem autostradą z Lipska. Na trasie widziałem dwa samochody z tablicami wywozowymi, które straciły zawieszenie. Na równej drodze odpadło im koło z wahaczem - w pierwszym przypadku, a w drugim tylne zawieszenie - opowiada Wojciech Drzewiecki, szef Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar. Także Grzegorz Bolt, importer samochodów z Ostrowa Wielkopolskiego jest negatywnie nastawiony do sprowadzania starych aut, bo - jego zdaniem - to tylko kwestia czasu, kiedy piętnastoletni volkswagen czy opel zepsują się tak poważnie, że koszty ich naprawy będą wyższe od ceny, jaką zapłacono przy kupnie. Jako przedsiębiorcę irytuje go akceptowanie przez urzędy fikcyjnych dowodów sprzedaży auta za 50 lub 100 euro. - Prowadzę firmę i na wszystko mam faktury, które można sprawdzić u kontrahenta. Sprowadzający auta prywatnie nie muszą się o nic martwić, więc pokazują dokumenty ewidentnie sfałszowane - uważa importer.

Chęć obniżenia kosztów napraw skłania właścicieli samochodów do poszukiwania używanych części na złomowiskach i bazarach. W ostatnich tygodniach szczecińska policja odnotowała wzrost kradzieży elementów wyposażenia. Według Artura Marciniaka, rzecznika Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie, kradzione części służą do naprawy starych samochodów. Złodzieje kradną w całości stare mercedesy i volkswageny. W pierwszej połowie października tego roku skradziono ich już dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. -

Złomowisko Europy

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że samochód w Polsce ma przeciętnie 11 lat. Tylko 18,2 proc. aut ma mniej niż 5 lat, 56,5 proc. zaś ma więcej niż 10 lat. Pod koniec 2003 r. na tysiąc mieszkańców przypadało w Polsce 294 samochodów. W tym roku wskaźnik ten może wzrosnąć do 320 sztuk, głównie wskutek wzmożonego napływu używanych aut z Zachodu. Mimo to pozostaniemy w tyle w porównaniu ze średnią europejską, wynoszącą 434 auta na tysiąc mieszkańców.

Według prognoz producentów sprzedaż nowych aut w Polsce na koniec października nie przekroczy 260 tys. sztuk, czyli będzie o 8 proc. mniejsza niż w ubiegłym roku. Spadek popytu wiążą oni z tym, że od maja do końca września do Polski trafiło 520 tys. używanych samochodów. Gdyby to tempo się utrzymało, na koniec roku samochodów używanych przybędzie 800 tys. sztuk, ponad dwukrotnie więcej niż w rekordowym roku 1991 r., gdy sprowadzono ich 350 tys.

 

źródło: Rzeczpospolita 28.10.04 Nr 254